Trener jako antywzorzec

Od 2007 roku posiadam jakąkolwiek licencję trenerską, co nie znaczy, że już wówczas mogłem się nazywać Trenerem. Dorastałem do tego zawodu w długofalowym procesie. Obecnie posiadam wypracowanych wiele aspektów merytorycznych – mowa choćby o Teorii taktyki, Filozofii piłki nożnej, Modelu Gry, Modelu Pracy czy Profilu Trenera. Mógłbym powyższą litanię poważnie rozszerzyć, jednak już wymienione obszary strukturalne stanowią ogromny dorobek. Dzisiaj chcę jednak zwrócić uwagę na dwa ostatnie z wymienionych elementów.

Częścią Modelu Pracy oraz Profilu Trenera jest charakter, wpływający na postawy życiowo-zawodowe konkretnej osoby. A Trener powinien stanowić wzór cnót wszelakich. Ogólnie rzecz ujmując, od osoby mieniącej się tym tytułem zawodowym należy wymagać zachowań profesjonalnych, nieskalanej uczciwości, działań wypełnionych szacunkiem do innych, przepełnionych kulturą, pełnej słowności, obowiązkowości, odpowiedniego trybu życia. W innym przypadku taki człowiek nie ma prawa nakładać podobnych oczekiwań na swoich zawodników, nie może irytować się negatywnymi przypadkami w prowadzonej przez siebie drużynie, nie wolno mu też karać graczy za wybryki, jakie przytrafiają się także jemu. Nie ma prawa, nie powinien, nie wolno mu – tyle reguły zdrowego rozsądku. W rzeczywistości nierzadko bywa inaczej. Wymaga się od piłkarzy respektowania wartości, których nie wdraża w życie osoba zarządzająca zespołem. I co z tego, że podopieczni często tego nie wiedzą i nie widzą? Kiedyś istniało takie uniwersalne pojęcie jak „sumienie”. Ponadto, brak szeroko rozumianego profesjonalizmu przekłada się na jakość pracy, czego już nie rozumie prawie nikt. Ale to historia na zupełnie inne opowiadanie.

Niestety, coraz częściej dochodzę do smutnej konstatacji, która podpowiada, że coraz mniej Trenerów szanuje samych siebie oraz pełnioną rolę. A to idealny wstęp do zawodowej degrengolady. Zdaję sobie sprawę, że do tej grupy zawodowej dociera w prostej linii rozwój wsteczny całego społeczeństwa. Jednak życzyłbym sobie, abym w maksymalnie wielu przypadkach mógł mówić o Trenerach, a nie coraz częściej o osobach posiadających uprawnienia szkoleniowe. Przez lata mojej obecności w zawodowej piłce nożnej nagromadziło się sporo negatywnych wydarzeń w tym kontekście, ale skoncentruję się na kilku realnych sytuacjach z ostatniego półrocza. W ten sposób powstanie materiał, nad którym należy zapłakać. Bo na śmiech jest już za późno.

W ostatnich miesiącach bywałem na kilku konferencjach trenerskich w Polsce – jako prelegent oraz uczestnik. Jako prelegent widziałem świat zupełnie innymi oczami. Ludzie kłaniali się w korytarzu, podchodzili, chcieli porozmawiać, zrobić wspólne zdjęcie. Tyle że w tym kontekście chodziło o osoby, naprawdę interesujące się tematem. Jako uczestnik mogłem wtopić się w tłum. Obserwować. Słuchać. Poznać prawdziwą średnią arytmetyczną.

Podczas kilku konferencji usiadłem na trybunach, jednak trudno powiedzieć, abym mógł się skoncentrować na przekazie. Ba, abym w ogóle słyszał prelegenta. Od pierwszej minuty trwały wokół mnie rozmowy. Jednak „dyskutanci” nie byli nawet na tyle inteligentni, aby szeptać. Podnosili głos, aby móc się przekryczeć przez podobnych im sąsiadów. Wiele osób jednocześnie ryczało przez telefon, inni krytykowali prelegentów. Tematy rozmów pomiędzy wieloma trenerami świadczyły o niezrozumieniu piłki nożnej – zachwycanie się wynikami, sytuacjami podbramkowymi, pięknymi strzałami na bramkę, ale ani jednego fachowego pojęcia, ani krzty rozłożenia gry na czynniki pierwsze, ani przez moment nie pojawił się temat organizacji gry, taktyki. Oczywiście, nie zabrakło również elementów prymitywno-folklorystycznych. Zdemaskowana próba złożenia dwóch podpisów za jednym zamachem – tytułem rozpoczęcia i zakończenia konferencji, aby nie czekać do końca. Ścisk na dziesięć minut przed zakończeniem wydarzenia przed stołami, gdzie wyłożono listy z nazwiskami obecnych, aby nie czekać na swoją kolejkę. Ucieczka ludzi „obsługujących” rzeczone listy, czyli kursantów przed licencją UEFA B. Głośne wychodzenie 30% ludzi z sali, gdy jeden z organizatorów oficjalnie podsumowywał cały dzień. I ludzki dramat, gdy pod jednym z okolicznych drzew – na terenie obiektu! – czterej panowie uczestnicy raczyli się bardzo wysokoprocentowym alkoholem.

Od lat zbieram informacje od swoich Współpracowników, dotyczące korespondencji przychodzącej do biura marki TrainerPRO, a od nieco ponad miesiąca także spływającej do biura KarrierePRO. Mam na myśli zarówno e-maile, jak również wiadomości przesyłane poprzez portale społecznościowe. Około 60% piszącym należy w ogóle zwracać uwagę, że wysyła się wiadomość do innych ludzi, czyli należy się przywitać. Nieważne, z jakiego kręgu kulturowego się wywodzi, powinno się posiadać tak elementarną wiedzę. Porównania e-maila czy wiadomości prywatnej do pisania listu dzisiaj brzmią – niestety – jak abstrakcja, ponieważ ludzie dali się w większości porwać ogłupiającej otoczce medialno-internetowej. Regularnie zdarza się również otrzymanie zapytania od trenerów zainteresowanych usługą lub produktem. Przedstawiciel biura odpowiada rzetelnie, szybko, udzielając merytorycznego wsparcia. Fakt, że 95% korespondujących nie potrafi napisać choćby „Dziękuję za odpowiedź”, jest klasyczny. Ale gdy po tygodniu lub dwóch bez jakiejkolwiek reakcji na naszą wiadomość, mój Współpracownik zapytuje, czy możemy jeszcze pomóc, czy istnieje nadal zainteresowanie, w 60% nie nadchodzi żadna odpowiedź. Po co, chłopie, piszesz do nas, kiedy brakuje Ci kultury?!

Braki w ogładzie, kulturze i uczciwym zachowaniu uwidaczniają się na każdym poziomie pracy. W ostatnim okresie otrzymaliśmy dwa zgłoszenia od Trenerów odbywających kursy UEFA Pro. Obaj prosili o zorganizowanie stażu zagranicznego w ramach obowiązkowej hospitacji. Jeden z panów upatrzył sobie Czechy lub Słowację. Zorganizowaliśmy ten staż, jednak po miesięcznym zwodzeniu przez trenera, postanowiłem zakończyć niedoszłą współpracę. Codzienne zwodzenie – zapewnianie o rychłym przesłaniu wymaganych danych oraz informacji, a także o zapłacie za usługę, a potem brak wcielenia zapowiedzi w czyn – naraziło nas na koszty i konieczność wycofania ze współpracy z Klubem. W drugim przypadku zgłosił się do mnie trener, prawie łamiącym głosem prosząc o organizację hospitacji za kilka lub maksymalnie kilkanaście dni (w grudniu). Inaczej nie utrzyma tymczasowej licencji UEFA Pro. Żalił się, że został „wystawiony”, nie ma kontaktów i może ja pomogę. Tłumaczyłem, że z profesjonalnymi Klubami omawia się takie sprawy z dużym wyprzedzeniem, ponieważ to nie są organizacyjne prowincjonalne klubiki, lecz poważne przedsiębiorstwa. Obiecałem jednak wykorzystać swoje kontakty i zobaczyć, czy istnieje szansa na staż w starym roku. Trener dzwonił do mnie, pisał, dopytywał. Wszystkie kluby, z którymi rozmawiałem w czterech krajach, przekazały – zgodnie z moimi oczekiwaniami – informację o możliwości odbycia stażu w roku 2020. Taką informację przekazałem za pośrednictwem e-maila do pana w potrzebie, jednocześnie czekając na przekazanie dogodnych terminów w kolejnych miesiącach. Potem przez przypadek dowiedziałem się, że pan trener znalazł jakiś klub, który go przyjął, a do dzisiaj nie otrzymałem żadnej odpowiedzi. Ani „dziękuję za fatygę”, ani „byłem już na stażu”, ani „nie jestem już zainteresowany”.

Upadek obyczajów i moralności jest jednym z największych problemów dzisiejszego świata. Społeczne przyzwolenie na tego typu zachowania czyni swoje, jednak projekty, którymi zarządzam, nie tolerują takich postaw. Marki KarrierePRO oraz TrainerPRO nie będą nigdy współpracowały z ludźmi niepoważnymi, a taki delikwent nie ma szans współpracy również z działem analizy firmy Die Ligen. Dlatego wielokrotnie podejmuję decyzję o odmowie współpracy z danym człowiekiem, jednocześnie wspierając mocno wszystkich, wykazujących się profesjonalizmem. Na takich ludzi trzeba stawiać.

Marcin Gabor