Ratowanie klubów w kryzysie – czyim kosztem?

Wczoraj spółka Ekstraklasa SA uchwaliła rzekome zasady obniżania wynagrodzeń zawodników na poziomie Ekstraklasy. Zastanawiam się jednak, jaką rolę ma spełniać ten dokument. Zgodnie z literą prawa, spółka Ekstraklasa SA nie ma możliwości ingerencji w wewnętrzne sprawy udziałowców. Potwierdza to, zresztą, specjalista od prawa piłkarskiego – Dariusz Laszczyk: – Spółka Ekstraklasa S.A. nie jest podmiotem uprawnionym do tworzenia prawa piłkarskiego, nie jest również stroną kontraktów o profesjonalne uprawianie piłki nożnej, wobec czego przedmiotowa uchwała nie może rodzić żadnych skutków prawnych wobec zawodników. Dodatkowo, w mojej ocenie uchwała podjęta przez Radę Nadzorczą jest jedynie dokumentem wewnętrznym tej spółki, który nie ma żadnego zaznaczenia dla innych podmiotów. Rada Nadzorcza nie jest organem uprawnionym do reprezentowania spółki Ekstraklasa S.A. w stosunkach z podmiotami zewnętrznymi, wobec czego ani kluby piłkarskie, ani zawodnicy nie powinny traktować przedmiotowej uchwały jako podstawy do swoich działań prawnych.

Oto fragment komunikatu prasowego: Uchwała rady nadzorczej Ekstraklasy reguluje, że kluby są uprawione do obniżenia wynagrodzenia piłkarzy o 50%, jednak do kwot nie niższych niż 10 tys. zł brutto w przypadku umów o pracę lub umów cywilnoprawnych dla zawodników nieprowadzących działalności gospodarczej oraz do 10 tys. zł netto dla piłkarzy rozliczających się z klubami na podstawie faktury VAT. Obniżki wynagrodzeń piłkarzy mają obowiązywać od 14 marca br. do minimum pierwszego meczu ligowego w Ekstraklasie rozgrywanego jako impreza masowa z udziałem publiczności, jednak nie krócej niż do zakończenia sezonu rozgrywkowego 2019/2020 lub do dnia 30 czerwca 2020 r. – zależnie od tego, które z tych zdarzeń nastąpi później.”

Brzmi precyzyjnie, a nawet nieco groźnie. Warto jednocześnie posiadać świadomość, że są to słowa, które stanowią absolutny brak mocy sprawczej. Po pierwsze, każdy Klub ma pełne prawo prowadzić politykę finansową, zgodną z własnymi decyzjami. Do tego nie jest potrzebne żadne pismo organizatora rozgrywek. Po drugie, jeśli zawodnicy wyrażą zgodę, mogą zrzec się 80% kwot kontraktowych lub reprezentować barwy klubowe całkowicie za darmo. Próg 50% nie ma w tym przypadku żadnego znaczenia. Jedyne przesłanie tej uchwały to nacisk społeczny i wywieranie presji na zawodników. Takie działanie uważam za absolutnie krzywdzące określoną grupę zawodową, a zarazem skandalicznie nieodpowiedzialną i nieudolną próbę kreowania wrażenia wsparcia dla klubów. Posłużono się w tym celu instrumentalnym wykorzystaniem piłkarzy. Z jednej strony jako tych zarabiających najwięcej, co – w dobie społeczeństwa o charakterze zakompleksionym, zawistnym i zazdrosnym – spadnie na bardzo żyzną glebę.  Z drugiej, chodzi o łapanie się koła ratunkowego, czyli drastyczną i jednostronną zmianę frontu. Wszystko ma charakter nielogiczny, akcjonistyczny oraz uwidaczniający błędy organizacyjne. Uporządkujmy to zagadnienie.

W czasach przed wirusem (i po powrocie do normalności też tak będzie) przedstawiciele klubów licytowali się w najlepsze, traktowali piłkarzy niczym bożków, zabiegali o ich względy. Wszystko poprzez błędne rozumienie piłki nożnej jako dyscypliny oraz gry boiskowej, jej mechanizmów oraz następstw. 99% osób uważa, że lepsi zawodnicy to lepszy zespół. Od lat – poprzez swoją codzienną pracę, seminaria, indywidualne procesy edukacyjne, wystąpienia publiczne, artykuły czy prowadzone projekty – przekazuję wiedzę o całkowicie odmiennym charakterze. Między innymi powtarzam ciągle, że to drużyna tworzy piłkarzy, a nie odwrotnie. Jakość gry zawodnika jest zależna od jakości gry zespołów – z powodu istnienia umiejętności bezwzględnych i względnych. Umiejętności indywidualne stanowią jedynie niewiele znaczący bonus w stosunku do działań zespołowych. Bonus prawie niezauważalny (bardzo niska jakość gry zespołu) lub minimalny (bardzo wysoka jakość działań drużynowych).

Nie będę się w tym krótkim komentarzu zagłębiał w niuanse, jednak niewłaściwe rozumienie stanowi przyczynę niesamowitego zaburzenia udziału wydatków w budżecie klubowym. W dobrze zorganizowanym klubie pensje zawodników, trenerów i całego sztabu wokół zespołu, powinny oscylować w granicach 40-60% całości. Przy czym wartość 60% już stanowi powód do zmartwień. Przekroczenie tego pułapu oznacza ogromne ryzyko oraz ograniczoną możliwość szerokiego rozwoju klubu. Szerokie grono polskich klubów jest zdecydowanie poza granicznym poziomem. Taki stan rzeczy oznacza, że nie istnieje możliwość tworzenia kapitału, będącego zabezpieczeniem podmiotu sportowego na czasy kryzysu, pełniącego rolę rezerwy. Kluby żyją od budżetu do budżetu – martwiąc się, że ten nie wystarczy na wszystkie wydatki. Coraz wyższe wydatki na zawodników powodują coraz wyższe wymagania kolejnych pozyskiwanych piłkarzy, ich menedżerów, a także niesamowite żądania podwyżek aktualnej kadry. W ten sposób ogranicza się rozwój klubu, staje się niewolnikiem swoich decyzji, brnie się dalej w tę spiralę finansowego niebytu. W takim układzie nikt nie myśli o rozbudowie pionu sportowego – merytorycznie, strukturalnie, proceduralnie, personalnie, technologicznie. Inne działy klubu funkcjonują w najprostszej formie, nie tworzy się dodatkowych możliwości „Wewnętrznego Systemu Pozyskiwania Funduszy” (TrainerPRO). Zapatrzenie w zawodników pierwszej drużyny powoduje, że zazwyczaj pierwsze decyzje oszczędnościowe bywają groteskowe. Zablokowanie wydatków na podróże scoutingowe, program do analizy taktycznej, zwalnianie osób z szeroko rozumianej administracji oraz – co jest standardem – obcinanie finansowania Akademii. Wyrażające się także poprzez zwalnianie części Drugich Trenerów. Krótko pisząc – intelektualny i fachowy dramat!

Zapatrzenie w zawodników oraz ich niebotyczne kontrakty, powodujące asymetryczne tworzenie budżetów klubowych oraz rozwój wsteczny (pozorowany lub w innych obszarach niż sportowy) tych podmiotów, nie jest winą samych graczy. Dlatego teraz nie wpychajmy ich w rolę bogaczy, którzy grabią uciskane kluby i wyzyskują biednych włodarzy. Zamiast – jak to ma miejsce w Niemczech – szukać wspólnych rozwiązań w zaciszu budynku klubowego, rozmawiać, apelować o solidarność i budować nową, stabilniejszą strukturę, ucieka się w popłoch pod płaszczyk spółki Ekstraklasa SA. Oto cytat (pisownia oryginalna): Rada nadzorcza Ekstraklasy SA na wniosek wszystkich klubów podjęła uchwałę o zasadach ograniczania wynagrodzenia zawodników w związku z nadzwyczajnymi okolicznościami w kraju spowodowanymi przez pandemię wirusa SARS-CoV-2.”

Co również gorszy – do tego samego worka będzie się wrzucało trenerów. W myśl zasady: „Jeśli piłkarze godzą się na obniżkę, to powinniści się solidaryzować!” Warto pamiętać, że również w tym kontekście system jest zaburzony. Pierwszy Trener powinien zarabiać więcej niż jakikolwiek zawodnik, a reszta sztabu szkoleniowo-sportowego znajdować się w środku stawki. Realia wyglądają zupełnie inaczej, co ponownie dobitnie świadczy o niezrozumieniu piłki nożnej. Trenerzy, Analitycy, Dyrektorzy ds. sportowych to są najważniejsze osoby pionu sportowego. Owszem, jak w każdym zawodzie – spotkamy artystów, rzemieślników i nieudaczników. Jednak hierarchia płacowa powinna być stała, a obowiązkiem osób zarządzających jest znalezienie odpowiednich osób.

Warto obserwować sytuację – każdy klub czy akademia, która będzie lekką ręką zwalniać pracowników, była prowadzona dramatycznie przynajmniej pod względem organizacyjno-finansowym. Oczywiście, sportowe zależności – w takim układzie – też mocno cierpiały. Ciekaw jestem, czy kiedykolwiek doczekam się w Polsce refleksji, rozsądku oraz pokory. A także chęci przyjęcia pomocy.

Doradzam w kilku krajach europejskich wielu Klubom – na wielu płaszczyznach. Stworzyłem w Polsce, między innymi dla klubów i akademii – wspaniałe narzędzie, jakim jest portal KarrierePRO. Możemy pomóc w wyjściu z impasu, doradzając kolejne kroki, tworząc koncept pionu sportowego z prawdziwego zdarzenia, wesprzeć w doborze nowych pracowników, edukować aktualnych pracowników czy pozyskanych w przyszłości (także praktykantów czy stażystów), budować wizerunek, dodawać wartość marketingową. Wystarczy podać nam rękę.

Marcin Gabor